Typowy scenariusz. Małe dziecko zaczyna się jąkać. Kochający rodzice – czytają, szukają, pytają. W końcu przychodzą do terapeuty specjalizującego się w leczeniu jąkania.

Po wywiadzie, badaniu, diagnozie, omówieniu wielu istotnych kwestii, wyjaśnieniu wątpliwości, przedstawieniu terapii, rodzice są zazwyczaj odrobinę uspokojeni. Oczywiście myślę o tych rodzicach, u których poziom niepokoju związany z wystąpieniem u ich dziecka w proponowanej przeze mnie skali kwestionariusza wywiadu, wynosi 6-10 w skali od 1-10.

Już na samym początku przekazuję rodzicom podstawową informację o tym, że proces upłynnienia wymaga czasu i cierpliwości (no cóż, niestety tak jest). Przychodzi mi wówczas na myśl bardzo kolokwialne porównanie. Otóż mówię tu o wyciskarce soku (sama jestem fanką zielonych soków warzywnych). Po włożeniu warzyw i owoców do maszyny , produkt otrzymujemy natychmiast.

jąkanie wytrwałość

Terapię dziecka, zarówno bierną, jak i czynną prowadzimy przez krótszy bądź dłuższy czas. Trzeba włożyć dużo pracy, jednak efekty nie zawsze są widoczne od razu, czasem trzeba na nie dłużej poczekać, co, przyznam, wymaga nie tylko cierpliwości, ale i zaufania do terapeuty.

Gdy tego zabraknie, rodzice szukają pomocy u kolejnego specjalisty. Przychodzą do niego często w chwili, w której praca została wykonana i wystarczy spokojnie zaczekać na efekty. Jest więc często tak, że radość z płynnej mowy dziecka dzieli z rodzicami nie ten terapeuta, który razem z nimi nad nią z powodzeniem pracował.

To bardzo trudne chwile w pracy terapeuty, który nie zawsze widzi efekty swojej pracy. Jako osoba, która przygotowywała przyszłych logopedów do pracy, wiem, że zniechęca ich do pracy z osobami jąkającymi się i ich rodzinami.

No cóż, może to praca nie dla każdego?

Anna Szerszeńska – logopeda Warszawa