Czy ja już kiedyś na moim blogu komuś dziękowałam? Jeśli nie, to nadarza się ku temu doskonała okazja. Dlaczego? Otóż w moje imieniny zostałam dosłownie zasypana serdecznymi życzeniami od moich pacjentów i ich rodzin. Byłam dumna i szczęśliwa, bo tak sobie myślałam, że chyba nie najgorzej wywiązuję się ze swoich obowiązków, skoro otacza mnie tyle dobra i serdeczności.

Szybko jednak przyszła refleksja, że to jednak nie sam miód, ale i przypomnienie o tym, że cały czas muszę się rozwijać i nad sobą pracować, bo jak często słyszałam w dzieciństwie ( wówczas strasznie mnie to wkurzało) „kto nie idzie do przodu – ten się cofa”.

Żeby więc sprostać stawianym mi zadaniom, już we wrześniu wraz z kilkunastoma koleżankami i kolegami z całej Europy, tak jak i ja doświadczonymi terapeutami jąkania, rozpoczynam roczny kurs certyfikacyjny. Chociaż miejsce, gdzie zaczynamy naszą formację (jest nią słoneczna Malta), kojarzy się albo z wakacjami albo przyjemnymi kursami językowymi) wiem, że lekko nie będzie. No cóż, jak powiedziała pewna krakowska blogerka pisząca o jąkaniu i nie tylko – „Chcecie pomóc – musicie być lepsi od nas. Dużo lepsi.Więcej wiedzieć o jąkaniu!” A więc praca, praca i praca.

dziękuję

Wznoszę więc toast, dziękując za wszystkie życzenia, które między innymi uczyniły dzień moich imienin tak szczęśliwym.